
27 lat; 20 maja, Monachium – Niemiec z pochodzenia – Wychowany w Stanach – Architekt z wykształcenia i zawodu – Przejęta firma po ojcu – Setki nowych kłopotów – Toczy wojnę z byłą żoną, która okazała się zdradzającą pomyłką – Ojciec pięcioletniej Elizabeth – Kolejna próba szczęśliwego związku - Nowa narzeczona - Biseksualny – Tatuaże na ciele – Nałogowy palacz – Załapana od matki heterochromia – Ukochana
Yamaha - Częściej używany
Ford Raptor
Nie będę opowiadał wam o wszystkich drobnych szczegółach mojego życia, większość z tego co zrobiłem, jakie błędy popełniłem, nie są warte czasu. Rozdrabnianie się nad wszystkim, zbyt długo utrzymałoby mnie i was w jednym punkcie, zatrzaśniętych w klatce przeszłości. Z tego co powinienem wyciągnąłem wnioski, to o czym chciałem już dawno zapomniałem. Nie miałem złego dzieciństwa, nikt nie zrobił mi nic za młodu. Jestem skryty, bo tak mi wygodniej, a nikt nie dał mi nigdy powodu, by postępować inaczej. Rodzice zadbali o moje wykształcenie, a fakt, że poszedłem w ślady ojca... to cóż czysty przypadek. Od szczenięcych lat lubiłem siedzieć w ręku ze szkicownikiem, dużo rysowałem, kreśliłem. Z czasem szkicownik zmienił się w stół kreślarski, szkice w dokładne plany budynków, placów, wnętrz, nawet czasem ogrodów. Spędzałem zbyt wiele czasu nad pracą, stawałem się typowym pracoholikiem. Udało mi się w porę opamiętać i teraz jest jak jest. Mój charakter to nie tak łatwa do określenia sprawa. Zalet mam zdecydowanie mniej, lecz dużo ludzi twierdzi inaczej. Nie wiem, co dostrzegają we mnie, czego ja dotąd nie mogę dostrzec. Zależy mi na rodzinie, na pracy. Dbam o osoby pracujące dla mnie, by to oni nie rzucali mi kłód pod nogi. Nie uciekam przed wyzwaniami, buntuję się przeciwko pewnym zachowaniom. Wad mam za dużo, by je wszystkie wymieniać, a sam o większości nie chcę wspominać. Na pewno jestem zbyt pewny siebie, czasami traktuję pewne osoby przedmiotowo. Zbyt szybko się denerwuję i nie potrafię ufać nawet bliskim. Przez wiele lat obrywania od życia w twarz, stałem się zbyt skryty i podejrzliwy. Nie rozmawiam z nikim na tematy związane z byłą żoną, bo dalej nie umiem wybaczyć jej tego co zrobiła i jak posłużyła sie naszą córką. Nie snuję już zawiłych planów na przyszłość, wolę żyć chwilą, bo tak jest pewniej i wygodniej. Nigdy nie należy mi ufać, nie ma nigdy pewności, że mówię prawdę w danej chwili.
Witam,
wątki wszystkie mile widziane
powiązania wszystkie przyjmę
poszukiwana narzeczona
Wizerunek Damien Pannier
Witam i życzę dobrej zabawy :)
OdpowiedzUsuńAdministracja
I dodaj proszę etykietkę "KP"
UsuńWitamy wśród autorów! :)
OdpowiedzUsuńKarma
[Przyznaje, że podglądałam i widzę dużą zmianę z tą narzeczoną. Chętnie bym nią była, ale już oddałam swoją Liverpool pod zaobrączkowanie administratorce :D
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i udanych wątków :)]
Liverpool
[ Cieszę się widząc coraz więcej panów i to takich fajny :D Miłej zabawy i jak coś o zapraszam do siebie ;) ]
OdpowiedzUsuńElena
Nie można tworzyć tylko szczęśliwych, bogatych postaci, którym wszystko wychodzi. Właściwie to w Stanach Zjednoczonych o wiele więcej jest osób takich jak Karma, niż tzn. Manhattańskiej śmietanki.
OdpowiedzUsuńCzemu uważasz, że jest okropny? ;)
Narzeczona raczej odpada, wątpię aby Anton chciał związać się z kimś takim jak Karma. Powiązanie bardzo chętnie - może być coś bardzo zagmatwanego?
Może poznali się poprzez jego pierwszą żonę, która chodziła na kursy Karmy? Dziewczyna wiedziała o tym, że kobieta zdradza męża i nie jest zbyt dobrą osobą i w delikatny sposób próbowała go poinformować, ale jak każdy zakochany i wierny małżonce mąż odprawił moje dziewczę z kwitkiem. Tylko, że potem okazało się, że Karma miała rację, a facetowi głupio się zrobiło, że tak ostro ją wtedy potraktował, mimo, że chciała mu pomóc.
A dalej? Dalej nie wiem :) Może przyprowadzić córkę na próbne zajęcia w ośrodku w którym pracuje Willis, ewentualnie jeśli nie na taekwondo to na medytacje, lub sam może na coś takiego się przejść.
Nie wiem, mam dziwne pomysły, przepraszam ;D
Napisz, co sądzisz.
Karma
[Można! Ale ja nie mam pomysłu :<< Ale jak coś wymyślisz to zacznę:D]
OdpowiedzUsuńLiverpool
[ Dla mnie jest ;D
OdpowiedzUsuńRaczej narzeczoną to ona jego nie zostanie, więc trzeba wysilić bardziej szare komórki xD Może Anton po kolejnym sporze z żoną wyląduje w barze, będzie późno, Elena będzie chciała zamknąć, ale nie będzie miała serca go wyrzucić, może on pod wpływem alkoholu zacznie nawet nieco opowiadać o swoich problemach itp... albo w sumie nic konkretnego i ciekawego do głowy mi nie przychodzi niestety. ]
Elena
Bardziej chodziło mi o fakt, że Karma jest strasznym "bidusem", który ma tylko długi i mieszka u swojego szefa. A dodatkowo spędza każde święta, rocznice i inne ważne daty z przyjacielem z czasów szkolnych, więc jeśli Antonowi to wszystko nie wadzi jakoś bardziej, to możemy z nich zrobić narzeczeństwo, zostawiając to powiązanie z żoną z uwzględnieniem, że po rozwodzie zaczął się spotykać z Karmą.
OdpowiedzUsuńPrzekonałaś mnie tymi jego dewiacjami seksualnymi :D Może być?
Karma
[ Oo tak jest jeszcze lepiej :) Więc skoro idziemy w stronę przyjaciół i drobnych zapomóg to może Elena przyjdzie do niego i poprosi o pomoc bo będzie miała gorszy miesiąc? ]
OdpowiedzUsuńElena
[ A zaczniesz? ^___^
OdpowiedzUsuń*łaadnie prosi* ]
W takim razie, jeśli to wszystko Ci odpowiada, to chyba możemy zacząć, prawda?
OdpowiedzUsuńMasz jakiś konkretny pomysł na wątek, czy idziemy na łatwiznę pt."zobaczymy, jak to będzie"?
Karma
[ Ehh, znaj mą dobroć, bo ja też nie lubię zaczynać XD Ale nie obiecuję, że jeszcze dziś się coś pojawi ;) ]
OdpowiedzUsuń[Dobry wieczór! Życzę miłej zabawy na blogu :) I przy okazji zaproszę do siebie, jeśli jest chęć na wątek.]
OdpowiedzUsuńAlyssa
[Dzień dobry, zajrzałam pod kartę, i zauważyłam że narzeczona poszukiwana, więc postanowiłam napisać. Mogłabym prosić o kontakt na maila, jeśli nie jest ta postać już przez kogoś zajęta? ;) devil6love6metal6@gmail.com]
OdpowiedzUsuńIdeały nie istnieją. Sama nim nie była i wątpiła, żeby kiedyś ideałem się stała, a tym bardziej, aby kiedykolwiek kogoś uważanego za ideał mogła spotkać. Choć, gdy żyje się na krawędzi upadku ciężko jest wierzyć w coś, co nie ma żadnej skazy.
OdpowiedzUsuńNigdy nie widziała siebie w roli żony, a przynajmniej nie sądziła, aby kiedykolwiek ktoś mógłby poprosić ją o rękę. W skrywanych głęboko w duszy marzeniach, jej wydumany mąż był ciepłym, miłym i spokojnym człowiekiem, który z cierpliwością godną buddyjskiego mnicha znosił wszelkie niedociągnięcia, obsesje i wady panny Willis.
Rzeczywistość jednak nigdy nie jest taka, jakiej oczekujemy, a jej narzeczony nie okazał się ideałem, o którego po cichu prosiła jakąś Wyższą Istotę zasypiając co noc na swoim skromnym poddaszu.
Ale kochała go. Nie ważne jaki był, jaką miał za sobą przeszłość, czy jak malowały się przed nim przyszłe lata. Takie rzeczy w pewnym sensie przestają mieć znaczenie, gdy tak zwyczajnie i po prostu chcesz z kimś być.
Właściwie, Karma zawsze była jedną z tych kobiet, które otaczają się silnymi, milczącymi samotnikami, o których zaufanie trzeba zabiegać latami, a słowo jest u nich droższe od pieniędzy. Nie wiedziała dlaczego tak jest, nie była przecież na tyle wyedukowana, aby odkryć złożone mechanizmy ludzkiej psychiki i dowiedzieć się, że tylko mając wokół siebie takie osoby będzie mogła wieść szczęśliwe i spokojne życie. Bo przecież będąc z Antonem nie bała się i to pierwszy raz od bardzo dawna.
Fakt, że Kastner miał dziecko z inną kobietą nijak jej nie przeszkadzał. Być może powinien, ale Karma uwielbiała wręcz małą Liz, która zawsze z wyrazem zawziętości na twarzy dawała z siebie wszystko na ćwiczeniach, a także nieraz dawała jej do zrozumienia, jak Willis jest jej bliska. Było to dziwnie pokrzepiające dla kobiety, która tak rzadko spotyka się z bezsporną akceptacją otoczenia.
Elizabeth Kastner jako dziecko z najmłodszej ligi miała zajęcia z różnymi mistrzami. Był to dość nowatorski sposób nauki, jednak Ben uparł się, aby coś wreszcie zmienić w sztywnym harmonogramie – po uzyskaniu pierwszego pasa miała wybrać swój styl i jednocześnie mistrza, który dalej ją poprowadzi, jednak za każdym razem, gdy nie wypadała kolej na zajęcia z Karmą, Liz wydawała się nieco naburmuszona. Dlatego nawet wiedząc, że tego dnia dziewczynka ma mieć zajęcia nie zeszła na dół, aby się z nią przywitać – nie chciała jej robić przykrości, ani rozpraszać przed treningiem. Postanowiła więc, że pójdzie odprowadzić ją, gdy już będzie „po wszystkim”, w końcu nie chodziło o to, żeby w ogóle unikać kontaktu z córką Antona. Kochała ją przecież równie mocno, co swojego narzeczonego.
Rozłożyła matę i rozpoczęła praktyki medytacyjne, aby jakoś zabić czas. Willis nie spodziewała się gości, jednak drzwi do jej skromnych włości zawsze były otwarte. Nie miała niczego cennego, co mogłoby zostać zrabowane, poza tym była otwarta na rozmowy ze swoimi uczniami, gdyby któryś z nich potrzebował pomocy.
Ale leniwe skrzypienie zawiasów i ciężkie kroki nie zwiastowały wizyty zapłakanego sześciolatka który obił sobie dłoń, próbując rozbić piankową deskę.
- Zakłócasz moje chi - odparła spokojnie i dopiero po krótkiej chwili otworzyła oczy i uniosła wzrok na górującą nad nią sylwetkę mężczyzny. Kolejne zdanie dodała już z lekko wesołym uśmiechem – to dobrze.
Karma
Opuszczając dom w wieku osiemnastu lat, bez większej sumy pieniędzy i z trójką młodszego rodzeństwa u boku, wiedziała na co się decyduje. Wiedziała, że nigdy nie będzie jej łatwo, bo nie ma skończonej szkoły co dawałoby jej gwarancję lepszej pracy. Dlatego też zajmuje się czymś wręcz obleśnym, ale chciała jakoś wiązać koniec z końcem i zapewnić dzieciakom godny byt. Kiedyś na pewno by nawet nie pomyślała, że skończy właśnie w ten sposób, ale życie bywa zaskakujące, a los nie zna słowa ''taryfa ulgowa''. Nie narzekała i nigdy nie żebrała o zapomogę, nawet bliższych znajomych. Nie chciała wyzbywać się resztki godności, którą do siebie miała, a na prawdę zostały jej małe zasoby i starała się je jakoś pielęgnować. Czasem jednak przychodziły gorsze miesiące i naprawdę nie dawała rady mimo iż na noc brała dużo klientów, a za barową ladą stała od rana do późnego wieczora. Była zmęczona i miała wszystkiego dość, a do kompletu właściciel mieszkania podwyższył im czynsz. Wybłagała by mogła zapłacić parę dni później, ale zgodził się tylko na jeden dzień później i niestety nie potrafiła wyczarować tych pieniędzy. Dlatego też postanowiła zniżyć się jeszcze niżej i poprosić kogoś o pomoc. Nie chciała jednak zwracać się do najbliższego towarzystwa, które miało małe pojęcie o tym co Elena robi. Siedziała licząc rachunki kiedy do głowy przyszedł jej nie kto inny jak Anton Kastner. Dawny klient, który o dziwo później stał się kimś w rodzaju przyjaciela. Nie latali do siebie plotkować codziennie, ale gdy mieli problem i potrzebowali się do kogoś odezwać, do kogoś kto nie ocenia wtedy było wiadomo gdzie dzwonić. Dlatego też to do niego postanowiła udać się z prośbą o zapomogę. Zostawiła na chwilę dzieciaki same i poszła w dobrze znane miejsce. W sumie dawno u niego nie była, więc przy okazji nadrobi stracony czas i zobaczy co też u niego słychać. Sama była nieco zdziwiona, że chce z dawny klientem utrzymywać kontakt, bo zwyczajowo odcinała się od tego jak tylko się dało, ale on jest inny.
OdpowiedzUsuń[Mam nadzieję, że taki początek może być :) ]
Elena